Nie kastrujmy kotów, gdy nie ma takiej potrzeby !
Bardzo wiele osób dzwoni do naszej hodowli z takim oto pytaniem : czy kastrować koty (zwłaszcza kocurki), czy też nie ? Nasza odpowiedź jest za każdym razem taka sama, a minowicie : kastrowanie to absolutnie ostateczność,o której winny decydować istotne względy, nie zaś niedorzeczne i pozbawione sensu okoliczności rzekomego wypracowywania własnej linii w danej rasie.Politowania godne, a wręcz prymitywne wydają się być tutaj tłumaczenia,iż dla dobra rasy i ochrony własnej linii hodowlanej kastrujemy koty, aby ich wygląd był charakterystyczny tylko dla danej hodowli lub wręcz : był z nią wyłącznie utożsamiany. Żałosne w tym wszystkim jest przede wszystkim to, iż zdecydowana większość tych pseudo hodowli z aspiracjami konkurującymi swoimi wyobrażeniami z nagrodą Nobla, nie ma żadnych ku temu warunków ( hodowla w maleńkim mieszkaniu - dwa, trzy pokoje), że już nie wspomnę o naukowych podwalinach. Tak, właśnie naukowych, gdyż tylko taki wymiar może nadawać hodowli status wyodrębniającej linię lub pewne wysublimowane cechy kociej budowy (uszy,broda,profil,kufa,łapki,kolor,ogon itd.). Kota można wykastrować w odpowiednim wieku (najwcześniej winien to byc 9-10 miesiąc kociego życia), ale tylko wówczas, gdy staje się on po prostu uciążliwy dla rodziny i otoczenia. Okazuje się bowiem, iż bardzo często kocurek bedąc sam w domu wcale nie znaczy terenu. Mowa o kotach rasowych, które nie wypuszczamy swobodnie na zewnątrz. Po cóż zatem u licha tego kocurka kastrować ? Przecież na wskroś zbędna ingerencja skalpela, to istne bestialstwo i okaleczenie biedaczyska, któremu nijak wytłumaczyć, po cóż to robimy. Rzecz jasna zasygnalizowany tutaj problem nie stanowi przedmiotu troski dla wszelkiej maści pseudo hodowców, którym majaczy w ich nietęgich głowach hodowlany dorobek - niestety w nieskończonej perspektywie, co oznacza, iż wiele kotów i tak będzie do siebie podobnych, chociaż wcala nie będą pochodziły z tej jednej hodowli. Ci “miczurinowcy” hodowcy to zwykłe rzezimieszki, które kastrują kociaki nawet w wieku kilku miesięcy. Odbyliśmy szereg rozmów z weterynarzami, a także korespondowaliśmy i dalej korespondujemy z kilkoma znanymi hodowcami i naukowcami w USA, W. Brytanii i Kanadzie (Johson,Fabrei czy Donowan) i co się okazuje ? Otóż, wyodrębnienie jednej, jedynej cechy permanentnie powtarzalnej w następnych pokoleniach, to praca z kilkoma reproduktorami oraz kilkonastoma koteczkami w okresie pięciu do kilkunastu lat. Nikt jednak nie wpada na taki koszmarny pomysł, jakim jest okalecznie poprzez kastrację wszystkich wstępnych pokoleń. Każde zwierzatko ma prawo do życia w nienaruszonym przez skalpel stanie. Jeżeli chodzi o koteczki, to kastrowanie generalnie wcale nie powinno ich dotyczyć, gdyż niezwykle rzadko znaczą teren, a sama rujka nigdy nie jest aż tak bardzo uciążliwa, aby usprawiedliwiać kastrację. Pamiętajmy zatem o tym i nie kupujmy wykastrowanego maleństwa, a może skłoni to w przyszlości owych hodowlanych pacykarzy z jedno- lub dwupokojowych hodowli do zaniechania tego na wskroś niecnego, gdyż nakierowanego na zysk i pseudo splendor, procederu. Zapytajmy owych rzeźników jakiego sprzętu używają w swoich pseudo hodowlach, czy mają pojęcie, co to jest : breederbar, trianglemasdevice, twinkyweight tools itd. Bez owych przyrządów nie da sie po prostu poważnie traktować kontroli nad materiałem genetycznym… Kocięta winny być zdrowe, czrujące i rozmowne, piękne, a przede wszystkim : kochane, nie zaś okaleczone tylko dlatego, iż ktoś ma kiełbie we łbie i umyślił sobie, iż będzie naukowcem, a wszyscy padną na kolana z zachwytu patrząc na ich okaleczone kocięta brrr. Nasza hodowla - hodowla kotów rasowych SOPOCISKO*PL ma warunki ku temu, aby - broń Boże ! - nie kastrować kotów, nawet tych, które nie nędą już, ani reproduktorami, ani rodzicielkami - wszyscy muszą być szczęśliwi i tym należy się szczycić, nie zaś pseudo naukowymi wygibusami. Mamy koty rasowe trzech ras : koty maine coon, koty norweskie leśne i koty perskie. Serdecznie do nas lub na nasze strony internetowe zapraszamy.