Nienawidzę szpitali ! Wolałabym, aby nieformalnie doglądali mnie Ci wszyscy ortodonci i interniści !
Od chwili, gdy zaczęła mi się cytologia - nienawidzę szpitali ! Jeździłam tam zbyt dużo razy i wiecznie było tak samo. Potworny opar środków dezynfekujących, rzadka zupa na niestabilnym wózku i nastrój ogólnego rozżalenia. Makabra !
Nie no, oczywiście - to nie były moje pierwsze wizyty w szpitalu, bo miałam już poprzednio serię dziwnych problemów. Zajmowali się mną ortodonci, interniści, dentyści i dermatolodzy…nic śmiesznego :-/ Ale za każdym razem leczyłam się prywatnie, ale na te akurat badania musiałam już iść do państwowego szpitala.
Wiem, że są już niepubliczne placówki, ale znajdują się wiele godzin od mojej miejscowości, abym mogła skorzystać z ich usług. Tak więc zmuszam się i chodzę. Mijam ciemne korytarze i rzadko uprzejme pielęgniarki. Od czasu do czasu śmigam windami mając nadzieję, że niczym od nikogo się nie zarażę. Manewruje pomiędzy mopami, które trą popękane płytki i z ulgą opadam na emaliowe krzesełko.
Nie mogę doczekać się, aż ktoś wybuduje blisko nas jakiś szpital na miarę XXI wieku ! Jestemskłonna zaciągnąć kredyt, żeby się tam zapisać i mieć kartę, serio !