Poszukuję kapitału do otwarcia biznesu.
Mam rewelacyjny pomysł na biznes, nie mam natomiast żadnego wkładu własnego, by go rozpocząć. Nie będę ukrywał, że wywodzę się z biednej rodziny, która nie ma na to, by wspomóc mnie w otwarciu własnego przedsiębiorstwa. Szukam kapitału, dzięki któremu możliwe będzie otwarcie niewielkiej restauracji w niedużym mieście. Myślę, że nie będą to tak duże sumy, jak w mieście. Nie ma tu także w ogóle konkurencji - byłaby to jedyna taka restauracja w okolicy.
Sądziłem, że znalazienie chętnej do pomocy osoby nie będzie trudne, ale się przeliczyłem i nadal szukam. Kapitału bowiem nie znajduje się na chodniku, nieprawdaż ?
Próbowałem zarobić coś na lewo, ale wydatki bierzące pochłaniają mi kompletnie wszystko, co tylko wpadnie mi do portfela. Przy takim tempie otworzę coś swojego chyba na emeryturze. A i to nie jest pewne, ponieważ na stare lata będą mi potrzebne leki podtrzymujące życie - tak szybko coś odłożę
Czy nie chciałem wziąć kredytu na otworzenie swojego biznesu ? Oczywiście. Nikt nie chciał mi go podżyrantować a samodzielnie nie posiadam zdolności kredytowej, żeby mi ot tak dali parędziesiąt tysięcy złotych. Nie chcieli go dać nawet w najbardziej liberalnych oddziałach, więc raczej nie ma na to szans. W UP chcieli ode mnie biznesplanu. A żeby mieć biznesplan musiałbym zapłacić komuś za jego napisanie i tu kółko się zamyka.
Oczywiście myślę o zarzuceniu pomysłu własnego biznesu na rzecz zwykłej pracy, lecz to pozostawiam sobie jako najczarniejszy scenariusz. Będę próbował tak długo, jak się tylko da, do momentu gdy kogoś znajdę. O tym, że szukam kapitału, wiedzą już wszyscy moi przyjaciele i ich znajomi. Był nawet jeden facet, którego zainteresował mój pomysł. Zadzwonił do mnie, że posiada odpowiednią sumę i z chęcią ją zainwestuje. Ale po dłuższej rozmowie wyszło na jaw, że posiada jakąś niepewną przeszłość i dwa wyroki a z takimi ludźmi nie chcę wiązać jakichkolwiek interesów, nawet jeśli są zresocjalizowani. Ja to mogę akceptować, ale moi klienci i inni moi współpracownicy - już niekoniecznie. Nie mam ochoty też wyrobić sobie opinii osoby,która otworzyła restauracje za skradzione, mafijne pieniądze. Nawet jeśli by tak nie było, to ludzkiego gadania się nie powstrzyma, niestety…
Jestem wytrwałą osobą więc gorąco wierzę w to, iż w końcu mi się uda. Mam nadzieję na to, że ciężką pracą i uporem można mieć prawie wszystko, co się tylko zechce. Pod warunkiem, iż nie przeczy to elementarnym prawom natury
A mój pomysł jest w tym przypadku pewny .