Sport
Wszyscy kibicują znakomitemu skoczkowi, choć emocje co-nieco zmalały. Tysiące bezradnych Polaków pyta się dlaczego mistrz spadł z piedestału? Przerażenie, zgrzyt zębów i obwisły biało-czerwony materiał. Szacowni fachowcy wysilają się przed mediami, żeby wyjaśniać, uspokajać, pocieszać. Niczym psychiatrzy prowadzą ogólnonarodową terapię. Włodarze opinii każą siedzieć cicho tym, którzy nieśmiało mówią o faktach. Bo - To się nie sprzeda, nie zadowoli. Tylko kogo?
Iluzja poczyni cuda. Ale czy mistrz jest czarodziejem? Czy warto poświęcać wielki talent i sympatię człowieka na pięć minut sławy dziennikarzy i krótkotrwałej ulgi milionów steranych życiem rodaków. Jakże nudno brzmi fakt, że skoki narciarskie to sport. Że sport bywa nieprzewidywalny, dlatego taki fascynujący. Że są wzloty i upadki. Wreszcie, że mistrz jest i będzie duży, bo osiągnął sukces i gra dalej. Może nie być w formie, bo forma to wysiłek, to wyrzeczenia, to przede wszystkim organizm. Natura to natura, ale media chcą zmieniać naturę, bo tego chcą kibice, czy raczej pseudo-kibice. Ale nie oskarżajmy, choć powinno się powiedzieć Źle panowie, Źle. To takie typowe dla rodaków ignorancja i reakcje rozkapryszonego dziecka (www.sts.pl).
Matka Polka rozpieszcza swoje dzieci, a one nie są zdolne żyć samodzielnie. Wymagają wody o zapachu mleka, gdy go niedobór. Nieważne, że to nieprawdziwe, ważne, że smakuje jak prawdziwe. Brrr, nieładnie. Mądrość tłumu staje się katorgą jednostki. Dajmy spokój mistrzowi, jest duży i nie musi tego udowadniać spoconym showmenom. Zajmijmy się sobą, bo jesteśmy tacy, jak nas widać ze góry mamuta. Malutcy, rozwrzeszczani, sztucznie podnieceni. Budzimy się z dłonią w nocniku i szukamy winnych, bo ktoś musi być winny, przecież nie ja! Rywalizacja w Zakopanem. Miliony chcą zapomnieć o codzienności i lecieć daleko, daleko… Co się wydarzy? Nie wie nikt, ale prawdziwa fascynacja to sport sam w sobie. To emocje związane z samym oglądaniem wyczynów sportowców, nie tylko z samym Małyszem. A przede wszystkim sport to sport moi drodzy, nie przenośmy pragnień, oczekiwań z nim związanym na inne dziedziny. Czy jednak nie mamy do czynienia z nieuleczalną na razie chorobą małyszomanią? Jak każda choroba może być niebezpieczna, więc radzę zastosować profilaktykę w bardzo prostej postaci: myśleć ludzie, myśleć! Co się wydarzyło? Mistrz skoczył wyśmienicie, pan prezydent dumnie podniósł dłonie ku niebiosom. Byle tak dalej, byle tak dalej (www.efortuna.pl).
Miliony odetchnęły z ulgą. Co z tymi, którzy źle pomrukiwali po konkursie (4-ech|czterech} skoczni? Będą się cieszyć, dalej nic nie rozumiejąc…a może…? Wiedza o skokach od czasu spektakularnych sukcesów Małysza stała się priorytetem. Wyjście z progu, sprzyjający wiatr to taki, niesprzyjający taki, kombinezony, kaski, długość nart. Źle, że ta wiedza się nie przekłada na zrozumienie czym w ogóle te skoki są, że ich historia jest ogromnie długa i znakomicie pokazuje jaki jest sport. Bo o sport powtórzmy z uporem tu chodzi. Nie o reklamy, wydumane dyskusje, filmy, zdjęcia i gadżety. Choć, niestety machina idzie i już jej nie zatrzymamy, ale może…hm…czas skończyć z ignorancją (www.totolotek.pl).
Tylko słysząc teraz głos komentatorów: Małysz wreszcie skoczył! Małysz zaczął skakać jak kiedyś! Mistrz nie rozczarował! itp., mam wątpliwości. Ależ pewnie się czepiam, no i o co w ogóle pani chodzi! No właśnie, o co? […]